pt, 31 października 2014

Worek kandydatów w wyborach samorządowych

Blog Leszka Szmidtke
Polska północna, mapa gmin Polska północna, mapa gmin Źródło:wikipedia.org

Wybory samorządowe coraz bliżej i chyba warto się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Od razu uprzedzam, że samorządy to olbrzymi worek. Jak zawsze znajdują się w takim worku wyjątki i dlatego nie piję do nikogo konkretnego, lecz opisuje pewne mechanizmy. Kolejna uwaga, że to nie są przebłyski wywołane długotrwałym leżeniem na szpitalnym łóżku. Dylemat pt. ”ile czasu mogą rządzić wójtowie, burmistrzowie, czy prezydenci?” obecny był od samego początku, tj. od chwili, gdy zaczęto ich wybierać w bezpośrednich wyborach.

Przypomnę, że obecnie nie ma ograniczeń i każdy wójt, burmistrz, itd. może tak długo ” panować” jak będzie chciał lub będą chcieli wyborcy. Można im oczywiście „pomóc” w wyborze i między innymi z tego powodu w tym roku tyle stępionych przecinaniem wstęg nożyczek. Nieograniczona liczba kadencji ma swoje dobre strony, bo najwcześniej w drugiej kadencji wspomniany wójt, burmistrz, czy prezydent „łapie o co chodzi”. Najczęściej trzeba więcej czasu, żeby samorządowcy zrozumieli, że ta praca polega na czymś innym, niż uczestniczenie i przecinanie.

To chyba nawet nie jest kwestia czasu, tylko umiejętności własnych oraz zespołu urzędników. Ponieważ takich ludzi i zespołów jest bardzo mało, więc ten punkt traci na znaczeniu, wobec całej masy samorządowców. Trudno znaleźć wybitne przykłady, o których można powiedzieć, że są dobrymi gospodarzami i rozumieją na czym polega samorządność i jeszcze mają tzw. wizję rozwoju miasta, gminy lub jak kto woli lokalnej społeczności. Zapytani wykażą się znakomitym samopoczuciem i między innymi dlatego chętnie sięgają po argument „niech wyborcy decydują”. Niestety ordynacja wyborcza oraz kilka lat sprawowania władzy (także lenistwo wyborców – patrz frekwencja) powodują, że konkurenci mają małe szanse.

Dlatego przemawia to za ograniczeniem liczby kadencji. Nie ma znaczenia, czy będą to dwie kadencje po 5 lat, czy trzy kadencje po 4 lata, czy jeszcze inaczej. Ważniejsze jest coś innego, co widać szczególnie w mniejszych gminach. W gminach wiejskich oraz małych miastach najczęściej rządzą wójtowie lub burmistrzowie od wielu lat, niektórzy byli nawet naczelnikami przed 1989, inni zaś sprawują władzę od 1990 roku. Te wieloletnie rządy spowodowały, że w takiej gminie wręcz zamarło życie polityczne i jak mawiają złośliwi, niektórzy wójtowie marzą o monarchii dziedzicznej.

O ile w dużych miastach kandydatów najczęściej nominują partie (poza Gdynią, Wrocławiem, Poznaniem i jeszcze kilkoma innymi miastami, gdzie prezydenci samodzielnie wyrobili sobie silną pozycję), o tyle w wiejskich gminach i małych miastach władze zwykle sprawują takie lub inne lokalne układziki. Frekwencja jest na tyle niska, że można zadbać o własne zwycięstwo oraz własnych kandydatów na radnych. Zabiegi by wygrać i zapewnić sobie większość w radzie czasami jeżą włosy na głowie. Najczęściej polegają na zniechęceniu konkurentów lub kandydatów na radnych z innych obozów.

Bez złudzeń: żeby odżyło lokalne życie polityczne trzeba czasu i to długiego czasu. Samo wprowadzenie kadencyjności też nie wystarczy. Jednak bez takiego ruchu nie będzie aktywnej postawy obywatelskiej, szczególnie w mniejszych gminach.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież