sb, 16 sierpnia 2014

Lubię Dominika :)

Zdrowie na golasa. Blog Aleksandry Kobielak

Jarmark Dominikański to moje miejsce wspomnień z całego życia, bazar największy w Europie, z czystym rzemiosłem, arcydziełem i sztuką. Na najpiękniejszej ulicy złotników sprzedawałam z mamą wyroby ze srebra i złota wykonane przez mojego Tatę. Często projektowałyśmy dla niego oprawy do kamieni.

Spędzałam z Nim w warsztacie na 11 piętrze długie godziny, lubiłam tę pracę, lubiłam mu pomagać, w końcu uczyłam się od Mistrza. Widok na zatokę i ja sama na dachu świata czyli falowca ;-) Wciąż za tym tęsknię.

Pamiętam, że jarmarczne tygodnie to był niełatwy dla nas czas. Czysta organizacja, zmienna pogoda i deszcze, pakowanie stoiska ze srebrem i drobnymi wyrobami - ta precyzja, przenoszenie do samochodu, dyżury na toaletę i posiłek, kolacja, sen, kawa i kolejny poranny dzień Świstaka :) Lubiłam się wyrywać ze stoiska. Ojciec wiedział ze jak wyjdę z mamą to zostanie dłużej sam niż obiecałyśmy. Wracając miałyśmy już plan co zrobić żeby, ojciec dał nam pieniądze na upatrzone fizdrygały. Do dziś mam wiele gadżetów ze skóry, lnu, które służą mi niezmiennie. Był to dla mnie beztroski i radosny czas. Do dziś lubię przechadzać się po pchlim targu ze starociami od strony Placu Rybaka, wnikać w detale i dopytywać się o użyteczność rzeczy których nie znam. Prowadzę rozmowy i choć ludzi jest zawsze dużo, to wszyscy jak zawsze są sobie życzliwi. Corocznie kuszę się na mebel z historią. W związku z tym moje mieszkanie jest urządzone eklektycznie.

Moja mama za ladą, była jak w raju, z promiennym uśmiechem serdecznie rozmawiała z klientami, a i tak miała oczy na około głowy. Ja natomiast byłam ta wersja zła, raczej mniej zaangażowana w sprzedaż, z lekkim brakiem uśmiechu. Zamiast w oczy patrzyłam na ręce klientów, kradli okrutnie. Sposoby się powtarzały. Pamiętam, że szokujące było to ze kradły panie dobrze ubrane i zadbane.

Lubiłam ten dawny bazar i tą solidarność i jakość rzemiosła. Do dziś przechadzając się po jarmarku witam się z ludźmi z przed 20 lat albo i więcej. Nie lubiłam natomiast zalewających nas artykułów z Chin i odlewów w szlachetnym kruszcu, pamiętam jak zabiło to artystów. Wcześniej byliśmy w cenie i doceniano ręczna robotę. Po kołowrotku tanich rzeczy, znów szukamy prawdy i życia w symbiozie  z naturą. To dobrze…

ola jarmark ludzieola jarmark nr 1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aleksandra Kobielak

...przelotne myśli...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież